Rozmowa z nimfomanką

To chciałem panu wyjawić… Nigdy przedtem, pomimo mojego upadku, nie starałem się wykorzystywać jako lekarz sytuacji… Ale i tym razem nie była to lubież-ncść, nie było to nic seksualnego, doprawdy nie… przyznałbym się, gdyby tak było… tylko żądza pokonania tej pychy… udowodnienia mojej jako mężczyzny przewagi… Zdaje się, wspominałem już panu, iż dumne, pozornie zimne kobiety z dawna miały nade mną przewagę… ale nową okolicznością było, iż żyjąc tam przez siedem lat nie miałem żadnej białej kobiety i zdążyłem zapomnieć już, co znaczy opór… Bo dziewczęta tutejsze, te świergocące, małe, delikatne zwierzątka, trzęsą się tylko z szacunkiem, jeżeli biały „pan” zażąda… giną z pokory, zawsze gotowe służyć każdemu z cichym gdakającym. śmiechem… Ale właśnie ta łatwość, ta niewolnicza uległość obrzydza człowiekowi zmysłowe użycie… Czy pan teraz rozumie, czy pan rozumie, jak to na niego musiało podziałać, kiedy nagłe zjawiła się ta kobieta, pełna dumy i nienawiści, zasłonięta aż po końce palców, jednocześnie pełna tajemnicy i syta dawnego szaleństwa, kiedy ta kobieta weszła zuchwale do klatki takiego jak ja samotnika, zgłodniałej, izolowanej ludzkiej bestii? Tylko to chciałem powiedzieć, żeby pan zrozumiał ciąg dalszy. A więc pełen najgorszej żądzy, zatruty myślą o tej nagiej i zmysłowej kobiecie, zapanowałem nad sobą i udając obojętność powiedziałem zimno:
„Dwanaście tysięcy guldenów?… Nie, za to nie zrobię tego