Krótkie opowiadanie erotyczne

Nie będę panu opisywał tych godzin… to się nic da opisać… Sam teraz nie rozumiem, jak mogłem to przeżyć i… nie dostać obłędu… A więc… o trzeciej minut dwadzieścia i dwie… wiem dokładnie, bo nie odrywałem oczu od zegarka… ktoś puka do drzwi;.. Zrywam się… zrywam się i rzucam jak tygrys na swoja ofiarę jednym skokiem przez cały pokój, szarpię drzwi… mały Chińczyk stoi na korytarzu ze złożoną kartką w rękach. Łapię ją chciwie, Chińczyk zmyka tymczasem.
Rozrywam kartkę, chcę czytać i nie mogę… robi mi się czerwono przed oczyma… Niech pan sobie tylko wyobrazi moją mękę… nareszcie słowo od niej… litery tańczą mi przed oczyma… Zlewam głowę wodą… rozjaśnia mi się… jeszcze raz biorę kartkę i czytam: ,,Za późno! Ale niech pan poczeka w domu, może jeszcze pana przywołam.”
List był bez podpisu, napisany na zmiętym kawałku papieru, oddartego z jakiegoś starego prospektu. Kilka szybkich energicznych pociągnięć ołówkiem… Nie wiem, dlaczego erotomana ta kartka tak wzruszyła…
Była w niej jakaś tajemnica, jakaś groza… jakby pisał ktoś w panice, na poczekaniu, we framudze okna albo w dorożce.;. Coś nieopisanego biło z tej tajemniczej kartki i mroziło duszę… jakiś niepokój, gorączkowy pośpiech, przerażenie… a jednak… jadnak byłem szczęśliwy: napisała, nie muszę umilać, wolno mi  ją ratować… może… może… ale gubiłem się w niedorzecznych przypuszczeniach… Sto, tysiąc’razy czytałem małą karteczkę, całowałem ją… studiowałem, szukałem jakiegoś nie dostrzeżonego, zapomnianego słowa… Moje marzenia stawały się coraz bałamutniejsze, opętał go fantastyczny sen na jawie… rodzaj paraliżu… coś zupełnie tępego, a jednak niepokojącego… trwało to może kwadranse, a może godziny…